„Kamienie na szaniec” – recenzja filmu

Gliński serwuje znaną wszystkim opowieść w komercyjnej oprawie z nadzieją, że dzięki temu spodoba się widzom. A widzowie mają pełne prawo pozostać niewzruszeni.

Teoretycznie „Kamienie na szaniec” mają w sobie wszystko to, co powinien mieć dobry film: świetne zdjęcia, robione przez profesjonalistów efekty specjalne, niezłą obsadę aktorską, a nawet specjalnie skomponowany na potrzeby filmu singiel.  Jest miłość, przyjaźń, wzniosłe ideały, są porywy serca, tylko… życia w tym nie ma.

Jestem przekonana, że „Kamienie na szaniec” odniosą komercyjny sukces, że nikt do tej produkcji dokładał nie będzie. Producent zgodnie z zamysłem artystycznym uwspółcześnił znaną historię, ściągnął młodych z piedestału, na których umieścił ich zafascynowany harcerstwem Aleksander Kamiński. I chociaż wiem, co „poeta miał na myśli”, to tej demitologizacji wybaczyć mu nie mogę. Po pierwsze Gliński poszedł w niej zdecydowanie za daleko, w snutej przez niego opowieści Rudy (Tomasz Ziętek), Alek (Kamil Szeptycki) i Zośka (Marcel Sabat), to niezdyscyplinowani młodzieńcy, którzy z iście ułańską fantazją chcą sobie postrzelać. Po drugie, „odbrązowić pomniki” to nie to samo, co zrobić z młodych bohaterów wydelikaconych hipsterów, którzy nie do końca wiedzą, o co walczą. Po trzecie Gliński porzucił opowieść o patriotyzmie i walce o wolność na rzecz historii o miłości i przyjaźni. Jako opowieść o relacjach ten film zdecydowanie się broni, problem jednak w tym, że nieodłącznym elementem tych relacji jest historia, która tu została potraktowana marginalnie. Być może obecny w książce patos byłby dla dzisiejszego czytelnika niestrawny, stąd też przeciwnicy takiego mogą odetchnąć z ulgą: na szklanym ekranie go nie ma.

"Kamienie na szaniec"/Monolith FilmsKsiążkowi harcerze w filmie zachowują się jak rozwydrzone bachory, dla których wojna ma w sobie coś z zabawy. Są podobni do dzisiejszej młodzieży: neurotyczni, histeryczni, delikatni, niby mają jakieś autorytety, ale nie do końca wiedzą, co czuć i myśleć. Rozkazy spełniają, jeśli akurat przyjdzie im na to ochota, o harcerstwie pojęcie mają nikłe, by nie powiedzieć żadne. Gdzie tu dojrzałość, której można spodziewać się po dorosłych ludziach? Gdzie świadomość tego, w jakich czasach przyszło im żyć i co być może przyjdzie im poświęcić? Ikony przestały być ikonami, mitologia odeszła do lamusa, widz nie dostał nic w zamian. Sam patriotyzm gdzieś tam majaczy, ale w konkretnych działaniach jest słabo widoczny. Legendarni przywódcy Szarych Szeregów również nie dają się lubić – są do bólu przeciętni, pozbawieni tego nieuchwytnego czegoś, co przywódców cechować powinno.

"Kamienie na szaniec"/ Monolith FilmsTo, co szczególnie uwiera w tym filmie to sprawnie przeprowadzona emocjonalna manipulacja. Gliński precyzyjnie budzi w widzu takie uczucia, jakie obudzić zaplanował. Sceny torturowania „Rudego” emanują ściśle wyliczonym okrucieństwem, które nawet najwytrwalszych może skłonić do odwrócenia wzroku. Sama opowieść o męskiej przyjaźni obliczona jest na to, by uronić łzę nad losem tych, którzy tak ładnie ginęli za Ojczyznę. Niech zatem widzowie łzy ronią, nad dziejami bohaterów boleją, niech z niesmakiem oglądają sceny mniej estetyczne i w podziwie niemym trwają, że Polskę można kochać na tyle, by za nią zginąć. To, co miało zachwycać i porywać ani nie zachwyca, ani nie porywa. Słowa „walka”, „miłość”, „przyjaźń”, „Ojczyzna” miały chwytać za serce, a nie chwytają.

Na pokazie towarzyszyły mi uczucia podobne do tych, które budzą we mnie politycy składający przedwyborcze obietnice: chciałam im wierzyć, ale jakoś nie umiałam. Glińskiemu nie udało się to, co z powodzeniem wychodzi Smarzowskiemu: chciał poharatać widza emocjonalnie, wzbudzić w nim określone odczucia, „wsiąść mu na psychikę” i być może dlatego wyszła z tego opowieść komercyjna, cyniczna, artystycznie dopracowana, ale mająca w sobie zbyt wiele z zimnej kalkulacji.

"Kamienie na szaniec"/ Monolith Films

„Kamienie na szaniec” to film współczesny, przystępny, ale też cyniczny i zwyczajnie nudny. Gliński szukał złotego środka pomiędzy współczesnością, a czasami, które z bezbrzeżnym zachwytem opisywał Kamiński, równowagi między przeszłością, a teraźniejszością, ideałami i wzniosłymi hasłami, a komercją, którą widz łyknie, jak młody pelikan rybę. Wsadzona we współczesne realia opowieść przestaje być pociągająca, może nawet wydać się dziwna i niezrozumiała.

Plusy? Świetna scenografia, muzyka, zdjęcia i obsada aktorska. Na młodych aktorów i ich poczynania na szklanym ekranie patrzy się z przyjemnością. Na szczególną uwagę zasługują zwłaszcza Tadeusz Zawadzki (Marcel Sabat) i Jan Bytnar (Tomasz Ziętek). To ich postawy ścierają się w tym filmie („Zośka” jest zwolennikiem działań zbrojnych, „Rudy” dywersyjnych, zaś praktycznie nieobecny „Alek” stara się pogodzić oba podejścia), to na ich emocjach zasadza się większość fabuły.

"Kamienie na szaniec"/Monolith Films

„Kamienie na szaniec” zyskują na świeżości właśnie dzięki młodym aktorom –zdolnym, dającym z siebie wszystko, a przy tym takim, którzy szerszej widowni jeszcze nie zdążyli „się przejeść”. Rozczaruje się jednak ten, kto podobnego poziomu gry aktorskiej oczekuje od odtwórczyń żeńskich ról. Postaci kobiece są mdłe i stereotypowe, ich jedyną rolą jest kochanie na zabój młodych bohaterów, modlenie się o ich szczęśliwy powrót i wycie w koronkową chusteczkę, gdy ukochany jednak nie wróci. Taką zdobniczo-przewidywalną funkcję pełnią w tym filmie zarówno matki, jak i dziewczyny głównych bohaterów.

Ten film raczej nie spodoba się miłośnikom historii. Z mieszanymi uczuciami mogą przyjąć go również starsi widzowie, jak i ci, którzy mają pojęcie o harcerstwie. O jednym jestem przekonana: ta „zabawa w wojnę” z pewnością trafi do serc nastoletniej widowi. Tylko… czy to wystarczy?

"Kamienie na szaniec"/Monolith FilmsGatunek: Dramat, Wojenny
Produkcja: Polska
Premiera: 7 marca 2014 (Polska), 3 marca 2014 (świat)
Reżyseria: Robert Gliński
Scenariusz: Dominik W. Rettinger, Wojciech Pałys
Obsada: Tomasz Ziętek, Marcel Sabat, Kamil Szeptycki, Magdalena Koleśnik, Sandra Staniszewska, Wojciech Zieliński, Andrzej Chyra, Danuta Stenka, Artur Żmijewski, Krzysztof Globisz

Zdjęcia: Paweł Edelman
Muzyka: Łukasz Targosz
Dystrybucja: Monolith Films
Czas trwania: 115 minut